Jest takie hiszpańskie
powiedzenie: "más sabe el diablo por viejo que por diablo", co w
wolnym tłumaczeniu oznacza, że więcej wie diabeł stąd, że jest stary niż stąd,
że jest diabłem. Podobne słowa wypowiedział kiedyś Leonardo da Vinci, który
twierdził, że "mądrość jest córką doświadczenia".
Trudno siÄ™ z tym wszystkim nie
zgodzić.
Ostatnimi czasy wciąż wraca do
mnie myśl o tym, że życie można przeżyć na nieskończenie wiele sposobów, a to,
że jestem akurat tu, gdzie jestem, jest wynikiem ... No właśnie, czego?
Przypadku? Decyzji, mniej lub bardziej świadomie podejmowanych przeze mnie i za
mnie? Przeznaczenia?
Nie jest moją intencją wchodzić w
rozważania natury metafizycznej. Nie zamierzam też rozpamiętywać błędów
przeszłości, bo zdążyłam już się nauczyć, że rozlane mleko wyciera się od razu.
W czym zatem rzecz?
Przypomniałam sobie ostatnio te
naprawdę cenne rady, których w dzieciństwie i wczesnej nastoletniości udzielała
mi moja mama, a które to rady z uporem godnym dorodnego osła puszczałam mimo
uszu. Niczego nie żałuję. Każdy błąd pozostawił na moim ciele, na mojej duszy i
na moim sercu bliznę, która tylko przypomina mi o tym, ile trudności już
przezwyciężyłam. A jednak mając w głowie to, co mam w niej teraz, pomimo tego
ciężkiego uczuciowego zamętu i lekkiego kaca, rozpamiętuję swoje minione
rozterki i myślę sobie...
Gdybym mogła udzielić sobie,
siedmio-, dziesięcio-, trzynastoletniej sobie, kilku rad, co by to było?
1. To nieprawda, ze jesteÅ›
niewłaściwym puzzlem. Po prostu próbujesz się dopasować do niewłaściwej
układanki.
Kojarzycie te wszystkie
amerykańskie filmy niskich lotów, w których typowa kujonka-brzydula (to ja) za
wszelką cenę chce usiąść przy stoliku cheerleaderek? O tym mowa. Dużo czasu
zajęło mi dojście do tego, że jestem inna niż ludzie, którzy mi imponują, a
jeszcze więcej zrozumienie, że to wcale nie czyni mnie gorszą. Może gdybym nie
zachowywała się tak, jak siostry Kopciuszka z tym feralnym pantofelkiem nie
skazałabym siebie samej na całe lata smutnej, okupionej łzami samotności. Nic
na siłę.
2. Niech osoba, którą byłeś, a nie jesteś, czyni lepszą osobę, którą jesteś, a nie będziesz.
Od kiedy pamiętam (no dobra, od
szóstej klasy) prowadzę pamiętnik. Uzbierało się już tego ładnych parę
zeszytów, do których zaglądam, ilekroć odwiedzam rodzinne strony. Każdy jest
niby inną częścią tej samej książki, księgi mojego życia, a ja mam wrażenie, że
mimo to każdy opowiada o innej osobie... Nie od dziś jestem takiego zdania.
Kończąc każdy zeszyt pisałam zawsze "Żegnaj, stara, żałosna Olgo. Odejdź i
nie wracaj." Okej, pisałam także Expecto Patronum. Okej, nadal piszę
Expecto Patronum. Macie mnie.Wniosek z tego wszystkiego taki, że trzeba
pozwolić odejść temu, kim się było, ale dbać o pamięć o nim. Budda, o ile się
nie mylę, nauczał, że dzban napełnia się po kropelce. I tak dzban naszego życia
napełnia się z każdą kroplą upływającego czasu. Każda godzina czyni nas pełniejszymi,
a bez kropel już przelanych nie byłoby tego, kim jesteśmy. Kiedyś wstydziłam
się siebie i swojej przeszłości. Usuwałam stare blogi, usuwałam stare zdjęcia
na facebook'u... Gdybym mogła usunęłabym wszystko, co świadczyło o tym, kim
byłam dawniej. Teraz wiem, że można myśleć inaczej. Bo jesteśmy trochę,
zostawiajÄ…c za sobÄ… chwilowo filozofiÄ™ Wschodu,
jak świnki-skarbonki. Wszystkie doświadczenia, które napełniają nasze
życie tworzą jego nieodłączną część. Pewnie, ze skarbonki można wyjąc wrzucony
dawno pieniążek, ale nie wiem, jak Wy, ale ja nie przepadam za młotkami i
innymi ciężkimi narzędziami. I dlatego dzielę się z Wami tym, kim byłam, a nie
jestem: http://shaman-fever.blog.onet.pl/
3. Załóż stetoskop.
Uwielbiam ludzi mÄ…drzejszych od
siebie (o moim sapioseksualizmie będzie, ale nie dziś). Do moich szczególnych
ulubieńców zalicza się Stanisław Jerzy Lec, który powiedział kiedyś "Nie
chodź utartymi drogami, bo się pośliźniesz". To znaczy, on pewnie to napisał,
a nie powiedział, ale to chyba bez znaczenia.
Poradziłabym małej Oli, żeby
pobiegła do maminego gabinetu i świsnęła jej stetoskop, a jego słuchawkę
przyłożyła do serca. Do tego małego, pełnego życia serduszka, dość znacznie
zakurzonego, bo prym dano przecież rozumowi. Może dzięki temu trochę wcześniej
to serduszko szepnęłoby głowie, że nie trzeba biec przez życie na oślep za tą
całą masą ludzi, którzy biegną przed nami do jedynego słusznego celu. Może
lepiej zamiast na tor wyścigowy udać się do lasu. Może życie nie musi polegać
na tym, żeby wychować dzieci i płacić ZUS. Może jest na świecie coś jeszcze.
Może jest jeszcze wszystko.
André Malraux powiedział (albo i
napisał): "Przyszłość jest prezentem, jaki robi nam przeszłość". I z
tą myślą Was dzisiaj zostawiam.
TAGS :

0 comments