Jestem swoją ogromną fanką, choć tylko chwilami, w przypływach metaforycznej płodności, która zamiast rozwiewać moje życiowe wątpliwości jeszcze je mnoży. Miewam wtedy naprawdę trafne rozważania. I częścią z nich, odkrytą na nowo kilka dni temu, chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić.
Tak dobrze pamiętam ten dzień... Sercowo poturbowana nie widziałam innej odpowiedzi, niż ta, którą może przynieść sen. Po kilkugodzinnej drzemce wstałam, wcale nie mając większej ochoty na dalsze życie. Naprawdę dobrze mi było w objęciach Morfeusza. A jednak wstałam, a moja współlokatorka powitała mnie stwierdzeniem, że mój przyjaciel przyszedł do mnie kilkadziesiąt minut wcześniej, bo chciał mnie wyciągnąć na piwo. Z braku laku zadzwoniłam do niego, bo sama jego obecność zawsze wystarczała, żebym mogła poczuć się dobrze. Okazało się, że on i jego koledzy siedzą sobie u niego, grają w iKnow, piją Perłę Export i cierpliwie na mnie czekają. To był naprawdę przemiły wieczór.
Opisując go później w pamiętniku zrozumiałam, że życie nie jest tak wspaniałomyślne, jak on. Życie nie kupi piwa też dla mnie i nie będzie czekało, aż łaskawie zdam sobie sprawę z własnego zidiocenia. Życie po prostu pójdzie dalej. Tak, jak zresztą powinno. A ja, tak nieznośnie ślamazarna, będę roztkliwiać się nad dawnymi iluzjami, w których tak mi mięciutko i wygodnie. A przecież doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że rzeczone iluzje nie od dziś nie mają racji bytu.
Pozwolę sobie zacytować siebie samą. Ach, te pamiętniki...
"To przecież i tak się stanie. Po co to wszystko przedłużać, skoro z biegiem czasu wcale nie zyskuje sensu? Chyba tylko po to, by nacieszyć się ostatnimi promykami słońca wobec widma zachodu albo ogrzać się przy cieple dogasającego ogniska. Ale tak, jak to ognisko i słońce, ta miłość też zgaśnie i przeminie, ustępując miejsca starej przyjaciółce, samotności, która przez lata sprawowała się u mego boku nienagannie.
[...]
Ale skoro jest tak, a nie inaczej, dlaczego nie możemy pogodzić się z losem i przyjąć świata, jakim jest, a zamiast tego oddajemy się bezskutecznej walce z tym, co nieuniknione? Czemu nie odwrócimy się plecami do słońca, lecz wpatrujemy się tęsknie w jego życiodajną światłość? Czemu nie odejdziemy od ognia, który zaledwie się tli?
Oddajemy życie we władanie żądzom, namiętnościom i porywom serca, zapominając przy tym nieraz, że Stwórca w swej niezmierzonej dobroci obdarzył nas również zdrowym rozsądkiem, z którym nie umiemy obejść się, jak należy. A może najzwyczajniej w świecie zdejmuje nas trwoga na samą myśl o tym, co mogłoby przynieść to jedno słowo: żegnaj."
Choć z zasady z interpunkcją nie miewam problemów, stosowanie jej w życiu nie jest moją mocną stroną. Stawiania kropek unikam jak ognia, a gdy już jakąś postawię, natychmiast przeprawiam ją na przecinek.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś skończy mi się atrament albo złamie stalówka i na kolejny przecinek już nie wystarczy mi środków albo sił.
TAGS :
0 comments