Młody osobnik oddziela się od stada. Niedoświadczony w zdobywaniu pożywienia, decyduje się na ostateczny krok i zostawia za sobą matkę i rodzeństwo, by ruszyć w dalszą drogę. Choć niezdarnie, na długich, koślawych nogach nienawykłych do tak długich wędrówek od teraz przemierzać będzie góry, pola i lasy sam. Nieraz otrze się o śmierć, nieraz stawi czoła niebezpieczeństwom, od których wybawić go będzie mógł jedynie łut szczęścia. A jednak przetrwa, bo do przetrwania ulepiła go Matka Natura.

ZdjÄ™cie mojego nieskromnego autorstwa. 
Uprasza siÄ™ o niekopiowanie.

Tam na górze to ja. Nie, żebym była animagiem, aż tak mi się w życiu nie poszczęściło. Harrym Potterem też nie jestem i nie jest to mój patronus, Ale widzicie to spojrzenie? Czujecie ten płynący od niego niczym niezakłócony spokój? Tę chłodną pewność? Tę twardą determinację? To te oczy wojownika, który gotów jest stawić czoła wszystkim przeciwnościom, jakie zgotuje dla niego los.

Trzy lata temu wyglÄ…daÅ‚am zgoÅ‚a inaczej... 

Tym razem, żeby wyjść z podniesioną głową po uniesieniach, których owoców mogliście zasmakować w poprzednim poście, zajmiemy się czymś spokojniejszym. Tak, to właściwe słowo. A mianowicie powiemy sobie, jak osiągnąć spokój ducha.


Stres nie jest dobry. MiaÅ‚am okazjÄ™ przekonać siÄ™ o tym lepiej niż ktokolwiek inny, kiedy na drugim roku studiów wypadÅ‚a mi mniej wiÄ™cej poÅ‚owa wÅ‚osów. Wtedy też zrozumiaÅ‚am, że coÅ› jest chyba bardzo nie tak, skoro nie mogÄ™ spać, bo zadrÄ™czam siÄ™ natrÄ™tnymi myÅ›lami o wszystkim, czego nie udaÅ‚o mi siÄ™ zrobić, a na nastÄ™pny dzieÅ„ (czy też na nastÄ™pne dni) snujÄ™ siÄ™ bez celu i zwyczajnie nie jestem w stanie zająć siÄ™ niczym konkretnym, bo nie kontaktujÄ™. 

Nie bÄ™dÄ™ Was oszukiwać. Moje odkrycia nie sÄ… owocem wielogodzinnych przemyÅ›leÅ„. Nikt nie dawaÅ‚ mi zÅ‚otych rad. Po prostu siÄ™ staÅ‚o. 

Do pierwszej sesji uczyłam się jak głupia. Przeżywałam te swoje siedem egzaminów, jak cały świat rozstanie Brada Pitta i Jennifer Aniston. Do każdego przygotowywałam się przez kilka dni, zarywałam noce... Ba! Do jednego z nich zaczęłam się uczyć w kwietniu. Na czerwiec. (Tak, wiem, to już była druga sesja.) Co ciekawe, ze wszystkich zaliczeń wracałam z trójami, góra czwórami, i załamywałam się własną niemocą. A między egzaminami wyglądałam jakoś tak:


Teraz natomiast przez życie idę tak:



SkÄ…d ta zmiana? SkÄ…d to radosne i beztroskie hasanie przez życiowe góry i doliny? Wszystko zaczyna siÄ™ i koÅ„czy na higienie umysÅ‚u. 
Przede wszystkim swój mózg trzeba pokochać i zrozumieć. Trzeba założyć stetoskop i wyczuć jego puls. Trzeba dostroić swoje wewnętrzne radio do jego częstotliwości. Mnie się to udało. Zrozumiałam, jak działa i co zrobić, by wyciągnąć z niego jak najwięcej. A zatem nie uczę się, kiedy nie mam na to ochoty (np. teraz). Nie sypiam krócej niż 5-6 godzin dziennie. Zasadniczo nie siadam do nauki wcześniej niż dzień przed (czasami jest to nawet dwadzieścia minut przed).

Kluczem do sukcesu jest też ogólnie rzecz biorÄ…c szersza perspektywa. Nie można patrzeć na swoje życie w kategorii listy zadaÅ„, bo przecież nie urodziliÅ›my siÄ™ po to, żeby zaliczyć sesjÄ™ i umrzeć. Jest jeszcze coÅ› wiÄ™cej na Å›wiecie. Jest to, dla czego zwyczajnie warto żyć i być. 


Po dwóch tygodniach rozłąki młody osobnik poznał przyrodę i rządzące nią prawa na tyle, by spokojnie unosić się na jej falach. Dostosował rytm bicia swojego serca do tego, jak bije serce Natury, jego Matki i źródła jego poznania, które płynie przez instynkt. Teraz z pokorą i godnością wita każdy dzień, w którym toczy nieustającą walkę o przetrwanie. Przez życie prowadzi go niezachwiany spokój, który rozprasza mroki niepewności.

ZdjÄ™cie mojego nieskromnego autorstwa. 
Uprasza siÄ™ o niekopiowanie.