Czytałam kiedyś u Kluchy Leniwej o tym, że jeśli chce się kogoś znienawidzić, należy z nim zamieszkać, a przyjdzie samo. Moje życiowe ścieżki skrzyżowały się dotąd ze ścieżkami dwudziestu dwu innych osób, z którymi przyszło mi dzielić mieszkanie i, chcąc nie chcąc, po trochu także i życie. Mieszkałam z Polkami, Kazaszkami, Turczynkami, Niemkami, Holenderkami, Białorusinkami i Rosjankami, a wnioski płynące z tej niezależnej ode mnie w najmniejszym nawet stopniu kohabitacji są różnorakie. Dowiedziałam się wiele o ludziach, a jeszcze więcej o sobie samej, a to wszystko za sprawą najdziwniejszych sytuacji, którym przyszło mi stawić czoła, i które zawiodły mnie do samych granic wytrzymałości nerwowej, granic, które w moim przypadku nie są notabene szczególnie szerokie. A moimi wnioskami chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić, sama nie wiedząc, czy bardziej żartem, czy bardziej serio.



Ludzie dają się szufladkować i to niespodziewanie łatwo. I choć zmierzyłam się już z całym morzem ludzi, zauważyłam, że dzielą się zasadniczo na cztery typy.

Typ 1 - Cichy pacyfista (6/22 osób)
Współlokator idealny, a jednak wzbudza niepokój. Nie jesteś pewien, jak ma na imię, nie wiesz, co studiuje, widujesz go tylko, kiedy wynurza się od czasu do czasu ze swojej nory. Jesteście "na cześć". Na wszystko się zgadza, zawsze siedzi cicho i wszystkim schodzi z drogi, słowem: nie robi problemów. Zastanawiasz się, czy ma duszę, czy może na świat przyszło samo opakowanie.

Typ 2 - Cicha woda (3/22 osób)
Zachowuje się zazwyczaj dokładnie tak samo, jak Cichy Pacyfista, ale dzieli ich jedna zasadnicza rzecz - bolączka, którą Cicha Woda ma, a Cichy Pacyfista najwyraźniej nie. Przez całe dnie, tygodnie, czy nawet miesiące Cicha Woda może nie rzucać się w oczy ani trochę, aż nagle nadchodzi TEN dzień, kiedy ktoś uderzy w najczulszą strunę i dochodzi do niespodziewanego wybuchu. Może chodzić o cokolwiek, bo ile ludzi tyle szaleństw, ale nie ustąpi za nic w świecie i będzie walczyć o swoje do ostatniego tchu. Przy okazji dowiesz się, jak ma na imię, a jeśli się Ci poszczęści powie między wierszami, co takiego do diabła studiuje. 


Typ 3 - Kwiat lotosu (7/22 osób)
Kwiat lotosu bywa niespokojny, ma jednak jedną cechę, która go wyróżnia - jest kaczką. Dlaczego kaczką? Bo wszystko po nim spływa. Wszędzie i ze wszystkimi mu dobrze, nic mu nie przeszkadza i zawsze jest zadowolony. To doprawdy zaskakujące, jak wiele jest na świecie takich osób. Możesz siedzieć do nocy z zapalonym światłem czy stłuc dziesięć talerzy o szóstej rano - on będzie spał w najlepsze. Nie przeszkadza mu absolutnie nic. Czasem myślę, że Kwiaty Lotosu to w gruncie rzeczy Ciche Wody, które nie zdążyły się jeszcze wzburzyć, a przy tym nie są takie znowu ciche.


Typ 4 - Bomba zegarowa (6/22 osób)
Tej kategorii poświęcić należy więcej miejsca i więcej uwagi, bo to właśnie jej przedstawiciele sprawiają, że rodzi się w Tobie dusza pustelnika. Dowiadujesz się także, jak to nieskończenie błahe sprawy mogą stanowić problem na miarę depeszy emskiej. Życie u boku takiego osobnika sprawia, że sam stajesz się bombą zegarową, gotową w każdej chwili eksplodować ze wściekłości czy nieraz ze zwykłej bezsilności. A poniżej mój osobisty katalog osobników szczególnie osobliwych:

Kojarzycie mitologię, nie? Każdy bóg miał tam swój atrybut. Gdyby Ziemia była Olimpem, atrybutem pierwszej panny wziętej na tapet byłaby... patelnia i to patelnia nie byle jaka, bo nigdy nie myta. To był ciężki przypadek słoika. Żywiła się wyłącznie przywożonymi z oddalonego o 500 km domu kotletami, które to odgrzewała na patelni. Zawsze je przypalała, więc zawsze całe mieszkanie śmierdziało, a jak już świeży smród wywietrzał zawsze pozostawała ta specyficzna woń patelni, którą po każdym użyciu odstawiała na bok razem z całym tłuszczem, gotową do użycia następnego dnia. Taki krąg życia. 

Kolejną gwiazdą tego wieczoru jest osoba nie tyle zła, co niewychowana do życia wśród ludzi. Mowgli radził sobie lepiej, serio. Nie robiła tego złośliwie, ale po prostu myślała wyłącznie o sobie. Ona chodziła spać o 6.00 rano, kiedy wstawałam ja, a całą noc siedziała z włączonym górnym światłem. Mówiłam już, że mam lekki sen? Ostatecznie ją sobie wychowałam i byłyśmy naprawdę świetnymi koleżankami. A kontakt mamy do dziś.

Turczynki. Nigdy więcej. Gotować zaczynały o 2 w nocy. O podobnej porze spraszały całe hordy znajomych, z którymi objadały się w najlepsze do późnych godzin nocnych. Wspominałam, że pod względem natężenia hałasu Turcy są chyba gorsi jeszcze niż Włosi? Nie? To teraz wspominam.

Kojarzycie typ wojującej wegetarianki? Szybko obrzydło mi gotowanie, kiedy jedna ze współlokatorek ilekroć przyrządzałam mięso wychodziła za swojego pokoju ze słowami: "Co gotujesz? Znowu trupa?". No błagam. No litości. Gdybym była facetem opadłyby mi nie tylko ręce.

Nie jest Wam pewnie obcy także i typ osoby do bólu nachalnej, do której nie dociera to, że przez te 10 godzin, które spędziła wisząc nad Wami w Waszym własnym pokoju, w Waszej oazie spokoju, mogliście się nią już zmęczyć. Gorzej, jeśli do tej jednej wystarczająco już irytującej cechy dochodzą czasami inne, takie jak chociażby niechlujność. Mieszanka wybuchowa? Jak najbardziej. Ja wypracowałam już swoją strategię, która może i jest męcząca, ale jest i skuteczna. Do akademika nie wchodzę, a wpadam. Wpadam, otwieram pokój, wyjmuję klucz z zamka i zamykam się od środka. Staram się robić jak najmniej hałasu i udaję, że mnie nie ma. Działa? Działa. A jak coś jest głupie i działa, to wcale nie jest głupie.

Ostatni typ na pewno nie jest Wam znany, ale nie macie czego żałować. Jestem przekonana, że zasługuje na osobną notkę, a może i osobną książkę, bo z tak ciężkim przypadkiem nierzadko styka się pewnie i psychiatra. Zbędę go więc milczeniem.

A co ze mną? Kim jestem ja? Widzę siebie w całkiem nowej jakości, ale to pewnie tylko wyraz subiektywności mojego spojrzenia na siebie samą. Nie lubię ludzi i przeszkadza mi wszystko, ale jakoś żyć trzeba, jak kasy na coś innego niż akademik nie ma. Jestem więc antylotosem. 

A jaki z tego wszystkiego wniosek? Na tych trzech latach mieszkania w akademiku ucierpiało przede wszystkim moje uzębienie, bo nieraz byłam zmuszona z rezygnacją zaciskać zęby, żeby zachować swoją uszczypliwość dla siebie... Ze skutkiem różnym, bo chyba moje żwacze do najposłuszniejszych nie należą. Jako typ mizantropa i samotnika mogłabym się skarżyć, bo przecież inni mają swoje cztery ściany, ciasne, ale własne. Ja jednak cenię to, czego nauczył mnie ten kalejdoskop osób mniej lub bardziej niedokołysanych. 

A Wy? Jakim typem współlokatora jesteście? Jak źle bym Was zniosła? Piszcie w komentarzach.